Jeszcze w lutym Uber ogłaszał wejście do siedmiu nowych krajów Europy i dodatkowy miliard dolarów obrotu z dostaw jedzenia w ciągu trzech lat. Pięć miesięcy później z tego planu zostały strzępy — startów w Austrii, Norwegii i Grecji (oraz dwóch kolejnych krajów) po prostu nie będzie, a firma tłumaczy się „kontynuacją momentum” w Finlandii i Danii. W tle cały czas toczy się znacznie ciekawsza gra: Uber od miesięcy krąży wokół przejęcia Delivery Hero, właściciela Glovo, marki obecnej także w Polsce. Sprawdzamy, co faktycznie stoi za tą decyzją i co to oznacza dla polskiego rynku przewozów i dostaw wartego już ponad 16 miliardów złotych rocznie.
Co dokładnie ogłosił Uber
Sprawę jako pierwszy opisał „Financial Times”, a doniesienia potwierdził serwis TechCrunch. Uber wycofuje się z pięciu spośród siedmiu rynków, na które planował wejść jeszcze w tym roku. Na liście zamrożonych startów znalazły się na pewno Austria, Norwegia i Grecja. Firma oficjalnie komentuje to jako naturalną konsekwencję sukcesu w krajach, które uruchomiła wcześniej — Uber przyznał FT, że starty w Finlandii i Danii okazały się bardzo udane, więc zamiast rozpraszać zasoby na kolejne rynki, chce utrzymać tempo tam, gdzie już działa.
To wygodne wytłumaczenie, ale niepełne. Drugim, znacznie istotniejszym wątkiem jest wieloletnia już batalia Ubera o przejęcie Delivery Hero — berlińskiej grupy, do której należą między innymi Glovo, Foodora i efood. W maju Delivery Hero potwierdziło, że dostało od Ubera niewiążącą propozycję przejęcia na poziomie 33 euro za akcję, wycenianą łącznie na około 10 miliardów euro. Zarząd i część akcjonariuszy Delivery Hero uznali tę ofertę za zbyt niską — oczekiwano stawki powyżej 40 euro za akcję — i propozycję odrzucono. Uber nie odpuścił: zamiast wycofać się z rozmów, zwiększył swoje zaangażowanie kapitałowe w spółce, stając się jednym z jej głównych akcjonariuszy, co z kolei wywołało napięcia wewnątrz samego Delivery Hero — fundusz Aspex Management zażądał już dymisji prezesa spółki-matki Glovo.
Źródło zbliżone do sprawy, cytowane przez FT, wskazuje wprost, że wstrzymanie ekspansji Uber Eats może pomóc złagodzić obawy antymonopolowe wokół ewentualnej transakcji — zwłaszcza że Delivery Hero prowadzi usługi dostaw właśnie w kilku krajach z pierwotnej listy siedmiu rynków Ubera. Innymi słowy: im mniej rynków, na których marki obu firm się pokrywają, tym łatwiej przekonać Komisję Europejską, że fuzja nie ogranicza konkurencji.
Skąd w ogóle plany ekspansji i dlaczego akurat teraz hamulec
Luty 2026 był dla Ubera miesiącem ambitnych zapowiedzi. Firma chciała nie tylko wejść do siedmiu nowych krajów, ale też wygenerować dodatkowy miliard dolarów wartości zamówień brutto z segmentu dostaw w ciągu trzech lat. To był wyraźny sygnał, że Uber Eats ma być czymś więcej niż dodatkiem do przewozów osób — ma stać się realnym konkurentem dla Wolt, Deliveroo, Just Eat Takeaway i lokalnych graczy na najbardziej rozdrobnionym rynku dostaw na świecie.
Problem w tym, że rynek dostaw jedzenia w Europie jest kosztowny, lokalny i mocno nasycony. W jednych krajach dominują marki Delivery Hero, w innych Wolt czy Deliveroo, a w jeszcze innych silne pozycje mają gracze krajowi. Agresywne wchodzenie na kolejne rynki oznacza wojnę cenową z podmiotem, który — jeśli transakcja dojdzie do skutku — może za rok być częścią tej samej grupy kapitałowej. Z perspektywy czysto biznesowej hamowanie ekspansji podczas negocjacji przejęcia ma więc sens: po co wydawać setki milionów euro na zdobywanie rynku od firmy, którą i tak chce się kupić.
Nie bez znaczenia jest też historia regulacyjna samego Delivery Hero. Komisja Europejska nałożyła wcześniej na Delivery Hero i Glovo łączną karę w wysokości 329 milionów euro za praktyki antykonkurencyjne — wymianę poufnych informacji handlowych, porozumienia o niewyciąganiu sobie pracowników oraz podział rynków geograficznych. To był zresztą pierwszy przypadek, w którym Komisja ukarała porozumienie typu no-poach jako element naruszenia prawa konkurencji. Ta historia oznacza, że Bruksela będzie patrzeć na ewentualną fuzję Uber–Delivery Hero wyjątkowo uważnie — nie tylko przez pryzmat udziałów rynkowych, ale też kultury organizacyjnej obu firm w zakresie konkurencji.
Antymonopolowa łamigłówka i sceptycy fuzji
Gdyby transakcja doszła do skutku, Komisja Europejska musiałaby ocenić kilka rzeczy naraz: czy połączenie Uber Eats i Glovo nie ograniczy realnej konkurencji w konkretnych miastach, czy nie osłabi pozycji negocjacyjnej restauracji w rozmowach o prowizjach i czy nie zmniejszy presji cenowej między aplikacjami, która dziś w wielu krajach trzyma stawki dla konsumentów w ryzach. Prawdopodobnym scenariuszem — jeśli w ogóle dojdzie do zgody — jest warunkowa akceptacja, na przykład z obowiązkiem sprzedaży części aktywów na wybranych rynkach albo ograniczeniami integracji marek tam, gdzie obie firmy się pokrywają.
Sceptycy transakcji wskazują na coś jeszcze: dane. Połączenie dwóch gigantów oznacza połączenie ogromnych zbiorów informacji o zwyczajach zakupowych, trasach dojazdu i preferencjach milionów użytkowników w kilkunastu krajach. To temat, który regulatorzy w Europie traktują dziś poważniej niż jeszcze pięć lat temu, szczególnie w kontekście przepisów o usługach cyfrowych (DSA) i rynkach cyfrowych (DMA). Z drugiej strony optymiści — a wśród nich część analityków rynku transportowego — argumentują, że skonsolidowany gracz mógłby wreszcie zaoferować kurierom stabilniejsze zarobki, bo dziś nadpodaż platform w jednym mieście oznacza rozdrobnione zlecenia i niższe realne stawki dla każdego z dostawców z osobna. Prawda najpewniej leży pośrodku: fuzja obniżyłaby koszty operacyjne Ubera, ale niekoniecznie przełożyłaby się na niższe ceny dla klienta końcowego — historia branży technologicznej pokazuje, że konsolidacja rzadko kończy się realną obniżką cen bez presji konkurencyjnej z zewnątrz.
Uber i Delivery Hero w Polsce — kluczowa sekcja
Dla polskiego czytelnika to nie jest abstrakcyjna europejska rozgrywka korporacyjna — Glovo, jedna z głównych marek Delivery Hero, działa w Polsce od lat i jest jednym z trzech najważniejszych graczy na rynku dostaw jedzenia, obok Pyszne.pl i Uber Eats. Gdyby doszło do przejęcia, w Polsce powstałby de facto wspólny właściciel dwóch z pięciu głównych aplikacji dostawczych w kraju.
Skala tego rynku robi wrażenie. Według raportu Stava z 2024 roku wartość polskiego rynku gastronomicznego sięgnęła 35,266 miliarda złotych, z czego segment dostaw (delivery) odpowiadał już za 10,227 miliarda złotych — czyli niemal co trzecia złotówka wydana w polskiej gastronomii trafia dziś do sektora zamówień online. Branża dostaw rośnie przy tym wyraźnie szybciej niż cała gastronomia: 7–8 procent rocznie wobec 3,4 procent w całym sektorze HoReCa. Na polskim rynku działa pięć głównych platform — Pyszne.pl, Glovo, Uber Eats, Wolt i Bolt Food — obsługujących łącznie ponad 15 tysięcy restauracji. Średnia wartość zamówienia wzrosła do 85,9 złotych, a 22 procent Polaków zamawia jedzenie przez aplikację co najmniej raz w tygodniu.
Prowizje, które platformy pobierają od restauracji, są zresztą jednym z najbardziej drażliwych tematów tej branży w Polsce. Glovo i Uber Eats pobierają zazwyczaj 30–35 procent wartości zamówienia, podczas gdy Pyszne.pl w modelu z własną dostawą restauracji potrafi zejść do 13–15 procent (choć przy korzystaniu z kurierów platformy stawka rośnie nawet do 30 procent). To pokazuje, jak duże znaczenie dla lokalnych restauratorów miałoby to, czy na rynku funkcjonują cztery niezależne platformy negocjujące osobno, czy trzy — z czego dwie należą do tego samego właściciela.
Podobna dynamika konsolidacji dzieje się równolegle na rynku przewozów osób, choć bez bezpośredniego udziału Delivery Hero. Polski rynek usług przewozowych zamawianych przez aplikacje wart jest dziś 6,5–7 miliarda złotych, z czego same aplikacje — Uber, Bolt i FreeNow — generują 3,9 miliarda złotych obrotu, czyli kontrolują ponad 60 procent całego rynku przewozów w Polsce. Dla porównania: w 2018 roku aplikacje przewiozły 45,3 miliona pasażerów, a od tamtej pory liczba ta rośnie w tempie 25,1 procent rocznie. Także tu widać ruchy konsolidacyjne po stronie lokalnych graczy — polska sieć iTaxi w ostatnim czasie przejęła kilkanaście regionalnych korporacji taksówkowych, w tym markę Taxi Polska z flotą около 5 tysięcy aut, budując jedyną realnie rodzimą alternatywę dla trzech globalnych aplikacji.
Co to oznacza w praktyce dla restauracji, kurierów i pasażerów
Warto rozbić skutki tej historii na trzy grupy, bo każda odczuje ją inaczej. Restauracje współpracujące z Glovo i Uber Eats mogą w dłuższej perspektywie stracić część siły negocjacyjnej — dziś mogą grozić przejściem z jednej platformy na drugą, jeśli prowizje wydają się zbyt wysokie; po ewentualnej fuzji ta karta przetargowa częściowo zniknie, przynajmniej wobec dwóch z pięciu graczy na rynku.
Kurierzy pracujący dla obu platform — a w Polsce wielu z nich świadomie loguje się jednocześnie do Glovo, Uber Eats i Wolt, żeby zapełnić grafik i zminimalizować przestoje — mogą zyskać na uproszczeniu logistyki, jeśli firmy zaczną dzielić się flotą dostawczą, ale mogą też stracić, jeśli mniejsza konkurencja o kuriera przełoży się na niższe stawki godzinowe. Obecnie średnia stawka godzinowa brutto w dostawach oscyluje wokół 40 złotych, a doświadczeni kurierzy pracujący pełen etat zarabiają miesięcznie od 4 do 10 tysięcy złotych brutto w zależności od platformy i miasta — to właśnie ta konkurencja między aplikacjami dziś napędza bonusy, premie pogodowe i gwarantowane stawki godzinowe.
Dla klientów końcowych krótkoterminowo prawdopodobnie niewiele się zmieni — zamrożenie ekspansji w Austrii, Norwegii czy Grecji nie dotyczy Polski, gdzie Uber Eats, Glovo i konkurencja już działają pełną parą. Długoterminowo jednak mniejsza liczba niezależnych platform to zawsze ryzyko wolniejszego tempa promocji i podwyżek prowizji, które prędzej czy później przekładają się na ceny w menu.
Co to znaczy dla polskiego rynku
Po pierwsze, ta historia to kolejny dowód na to, że rynek dostaw i przewozów w Europie wchodzi w fazę konsolidacji, a Polska — jako jeden z większych rynków regionu — nie zostanie z boku, nawet jeśli formalnie nie jest wymieniana wśród krajów objętych zamrożeniem ekspansji. Skoro Uber gotów jest zapłacić 10 miliardów euro za Delivery Hero, to prędzej czy później efekty tej transakcji (albo jej braku) dotrą też nad Wisłę, bo Glovo działa tu od lat i ma ugruntowaną pozycję.
Po drugie, warto śledzić reakcję Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. UOKiK w ostatnich latach coraz częściej włącza się w sprawy platform cyfrowych działających transgranicznie, a każda duża fuzja z udziałem spółki obecnej w Polsce zwykle wymaga notyfikacji także po stronie krajowej, niezależnie od decyzji Komisji Europejskiej w Brukseli.
Po trzecie, kara 329 milionów euro nałożona wcześniej na Delivery Hero i Glovo za praktyki antykonkurencyjne powinna być przestrogą, a nie tylko ciekawostką historyczną — pokazuje, że obie firmy mają już na koncie zachowania, które regulatorzy uznali za szkodliwe dla rynku, w tym dla polskich restauracji korzystających z Glovo.
Po czwarte, dla polskich przedsiębiorców z branży gastronomicznej i transportowej to sygnał, żeby nie wiązać się wyłącznie z jedną platformą. Historia iTaxi pokazuje, że lokalna konsolidacja i własna technologia potrafią być realną odpowiedzią na globalnych graczy — nawet jeśli nie da się z nimi konkurować budżetem marketingowym.
Czy warto się tym przejmować jako polski konsument lub restaurator?
Tak, jeśli:
- Prowadzisz restaurację współpracującą z Glovo lub Uber Eats i planujesz renegocjację umowy — warto to zrobić teraz, zanim ewentualna fuzja zmniejszy twoją siłę przetargową.
- Pracujesz jako kurier i opierasz dochód głównie na jednej platformie — dywersyfikacja między Glovo, Uber Eats, Wolt i Bolt Food zabezpiecza cię przed zmianami stawek po stronie jednego gracza.
- Śledzisz rynek inwestycyjny lub pracujesz w branży delivery — decyzje Komisji Europejskiej w tej sprawie będą precedensem dla kolejnych fuzji platform cyfrowych w Europie.
Nie, jeśli:
- Jesteś zwykłym użytkownikiem zamawiającym jedzenie okazjonalnie — na razie nic się dla ciebie nie zmienia, ceny i dostępność aplikacji w Polsce pozostają bez zmian.
- Liczysz na to, że sprawa rozstrzygnie się szybko — negocjacje przejęcia Delivery Hero trwają już od miesięcy i nawet w optymistycznym scenariuszu decyzja regulacyjna to perspektywa co najmniej kilkunastu miesięcy.
W najbliższych miesiącach warto obserwować trzy rzeczy: czy Delivery Hero w ogóle usiądzie do rozmów o wyższej wycenie, jak zareaguje Komisja Europejska na rosnący udział kapitałowy Ubera w spółce, oraz czy podobne zamrożenie ekspansji nie obejmie z czasem także rynków środkowoeuropejskich, w tym Polski, jeśli negocjacje przeciągną się na kolejny rok.
Źródła:
- TechCrunch — Uber’s European expansion plans may have hit a speed bump (5 lipca 2026)
- Financial Times — doniesienia o wstrzymaniu ekspansji Uber Eats w Europie (lipiec 2026)
- CNBC — Delivery Hero shares rival Uber mulls another takeover bid (25 maja 2026)
- My Company Polska — Uber hamuje ekspansję w Europie. W tle przejęcie Delivery Hero i polski rynek dostaw(lipiec 2026)
- Forbes.pl — Wielka fuzja polskich taksówek. Uber i Bolt w Polsce zagrożone? (listopad 2025)
- di.com.pl — Jak zamawiać jedzenie przez internet w Polsce — przewodnik po serwisach na 2026 rok
- Wiadomości Handlowe — Konsolidacja rynku food-delivery. Uber największym udziałowcem właściciela Glovo(maj 2026)
0 komentarzy
Bądź pierwszy, dodaj komentarz!