49% kupionych kursów Polacy porzucają, a 84% twórców jest dumnych z jakości — choć tylko 27% zarabia. Sprawdzamy, jak znaleźć pomysł na kurs online, który się naprawdę sprzeda.
Większość kursów nie sprzedaje się nie dlatego, że są słabe
Tworzenie własnego kursu online to dziś jeden z najczęściej obieranych modeli zarabiania w polskim internecie. Logika brzmi przekonująco: mam wiedzę, mam dostęp do platformy, jest popyt na e-learning, więc czemu nie. Problem zaczyna się jednak nie na etapie nagrywania, montażu czy wyboru platformy — tylko dużo wcześniej, na etapie pomysłu. I to właśnie tam większość kursów ginie zanim w ogóle powstanie strona sprzedażowa.
84% vs 27%
Aż 84% polskich twórców jest dumnych z jakości swoich kursów, ale tylko 27% deklaruje satysfakcję z tego, co na nich zarabia. Po stronie odbiorców: 49% porzuca kurs przed końcem. Raport „E-learning w Polsce 2025″ Oli Gościniak, próba 1 500+ osób.
Dane z raportu „E-learning w Polsce 2025″ Oli Gościniak pokazują rozdźwięk, który najlepiej diagnozuje skalę problemu. Kursy są technicznie poprawne, merytorycznie sensowne, dobrze zmontowane — ale rynek ich po prostu nie kupuje.
Wniosek z tych liczb jest jeden i niewygodny: problem rzadko leży w jakości produktu. Leży w tym, że kurs nie odpowiada na realny problem realnego klienta, albo odpowiada na taki, którego ten klient w ogóle u siebie nie identyfikuje. Większość twórców popełnia ten błąd dlatego, że zaczyna od pytania „czego mogę uczyć?” zamiast od pytania „jaki problem mogę rozwiązać i komu?”. To zmiana ramy myślenia, która decyduje o wszystkim.
Mit „stwórz kurs z tego, co umiesz”
To jedna z najczęściej powtarzanych rad w polskim internecie i jednocześnie jedna z najbardziej mylących. Oczywiście, że warto budować kurs w oparciu o własne kompetencje — w przeciwnym razie produkujesz coś, czego sam nie rozumiesz. Ale sam fakt, że coś potrafisz, nie wystarczy, żeby ktoś chciał za to zapłacić. Rynek nie płaci za wiedzę jako taką. Rynek płaci za przekład tej wiedzy na konkretne rozwiązanie konkretnego problemu.
Przykład: „znam Excela” to deklaracja umiejętności. „Pomagam właścicielom małych firm uporządkować finanse i przestać tracić pieniądze co miesiąc” to konkretna wartość, którą da się wycenić, sprzedać i dostarczyć. Pierwsza forma daje ci kompetencję — druga daje ci ofertę, która zmienia coś w życiu odbiorcy. I dopiero w tej drugiej formie zaczyna się sprzedaż.
„Problem klienta musi być na tyle dotkliwy, by człowiek się zatrzymał i go usunął — a nie tylko poprawił sobie palcami w marszu.”
Dawid Pasternak — marketer prowadzący pięć platform szkoleniowych z ok. 14 tys. aktywnych kursantów, autor m.in. Akademii Produktów Cyfrowych i pakietu Asystencik 3.0 — w szkoleniach dla swoich kursantów używa metafory, która tę zasadę dobrze ilustruje.
Mówi o „kamyczku w bucie”: jeśli twój kurs rozwiązuje mały problem, którego klient nie czuje codziennie — nie sprzedajesz go. Jeśli rozwiązuje problem, który dosłownie blokuje codzienne działanie — wyceniasz go i ludzie kupują.
Pasternak rozbija to na dwa typy motywacji, które uruchamiają portfel klienta. Pierwszy to
- dążenie do celu: ktoś chce schudnąć, żeby lepiej wyglądać na plaży, znaleźć partnera, pokazać się byłej dziewczynie.
- unikanie porażki: ktoś chce schudnąć, bo lekarz powiedział, że pięćdziesiątki nie dożyje, jeśli nie zacznie.
Oba działają. Tylko nie da się jednocześnie celować w obie motywacje, bo komunikat się rozmywa i nie trafia do nikogo.
Skąd brać pomysły, które mają realny potencjał
Najlepsze pomysły na kurs nie biorą się z kreatywności. Biorą się z obserwacji. Jeśli chcesz stworzyć coś, co faktycznie się sprzeda, musisz przestać zgadywać, co byłoby fajne, i zacząć patrzeć na to, z czym ludzie realnie się borykają.
- Pierwszym i najważniejszym źródłem są problemy, nie tematy. Dobry kurs zawsze startuje od konkretnego problemu, a nie od ogólnej kategorii. „Jak się odżywiać zdrowo” nie sprzeda się dobrze, bo nikt się nie budzi z myślą „dziś muszę nauczyć się jeść zdrowiej”. „Jak schudnąć 10 kg w sześć miesięcy bez liczenia kalorii, jeśli pracujesz po 10 godzin dziennie” sprzedaje się świetnie, bo trafia w konkretną osobę z konkretnym problemem.
- Drugim źródłem są powtarzające się pytania. Jeśli widzisz, że to samo pytanie pojawia się regularnie w komentarzach pod twoimi postami, w grupach branżowych, na Reddicie albo na YouTube — to bezpośredni sygnał, że jest popyt. Ludzie sami mówią, czego potrzebują. Trzeba tylko nauczyć się to czytać.
- Trzecie źródło to to, za co rynek już płaci. Pasternak idzie tu wbrew popularnej radzie „wejdź na pustą niszę”. Twierdzi wprost: jeśli na dany temat jest dużo kursów online, to znak zielony, a nie czerwony. Skoro inni żyją z tej kategorii — kupują u nich opony zimowe i mieszkają w przyzwoitych mieszkaniach (Pasternak radzi sprawdzić social media konkurentów dosłownie pod tym kątem) — to znaczy, że rynek wydaje pieniądze. Brak konkurencji to dla niego czerwona flaga: temat został już prawdopodobnie przetestowany i się nie sprzedał.
Druga sytuacja to żółte światło: są kursy stacjonarne na dany temat, ale nie ma online. Może to oznaczać okno, ale może też oznaczać, że dana umiejętność po prostu nie da się zdalnie nauczyć (klasyczny przykład: prawo jazdy). Decyzja: sprawdź, kto prowadzi te stacjonarne kursy. Jeśli to ludzie aktywni w social mediach, ale nie zrobili wersji online — to znaczy, że próbowali i się nie sprzedało. Jeśli to ludzie kompletnie poza internetem — okno jest realne.
Pomysł na kurs online w Polsce — twarde liczby z raportów
330 000 niezależnych specjalistów działa nad Wisłą (wzrost o 8,3% r/r). Niemal 50% deklaruje codzienne wykorzystanie AI w pracy, 47% odnotowało wzrost dochodów r/r. Useme „Freelancing 2025″.
Polski rynek e-learningu w 2026 r. to zbiór kilku konkretnych liczb, które warto znać przed wybraniem pomysłu na kurs online. Z jednej strony 330 tys. freelancerów otwiera nowe nisze edukacyjne (każdy ma czego się uczyć), z drugiej — zwiększa konkurencję wśród twórców kursów. Rynek dojrzewa, ale jednocześnie się zatłacza.
Po stronie infrastruktury technicznej polski twórca w 2026 r. ma do dyspozycji:
- easy.tools,
- Publigo,
- ZANFIA,
- Webtolearn
- myVOD.
Wszystkie obsługują polskie systemy płatności (Tpay, Przelewy24, BLIK), generują faktury i są w cenie 0–199 zł miesięcznie. Wybór platformy nie jest już problemem. Problemem jest pomysł na produkt, który ta platforma będzie sprzedawać.
Raport Gościniak ujawnia trzy nieprzyjemne dysproporcje. Mężczyźni-twórcy zarabiają średnio dwa razy więcej niż kobiety w analogicznych niszach. Przedstawiciele Gen Z osiągają z kursów dochody dwukrotnie niższe niż millenialsi. Tylko 16% twórców używa profesjonalnych narzędzi do wyceny — reszta dobiera ceny intuicyjnie. Dla osoby, która zaczyna, oznacza to jedno: jeśli przygotujesz się rzetelnie z analizy konkurencji, walidacji rynku i strategii cenowej, jesteś w mniejszości — a w mniejszości tej leżą pieniądze.
Po stronie regulacyjnej obraz się domyka. Od 2 sierpnia 2026 r. obowiązywać będzie pełna wersja AI Act. Kursy wykorzystujące w produkcji elementy generowane przez sztuczną inteligencję — wideo, dźwięk, slajdy, ilustracje — wymagają oznaczenia takich treści zgodnie z art. 50 rozporządzenia. UODO już w 2024 r. nałożył pierwsze kary na małych twórców cyfrowych (od 4 do 18 tys. zł). Każdy pomysł na kurs w 2026 r. musi uwzględniać tę warstwę zgodności od początku, a nie dopiero po pierwszym mandacie.
Walidacja, czyli najważniejszy etap przed nagrywaniem
To moment, który w praktyce decyduje o wszystkim. Możesz mieć dobry pomysł, konkretne umiejętności i wysoką motywację. Ale jeśli pominiesz walidację, ryzykujesz, że poświęcisz 3–4 miesiące na produkcję kursu, którego nikt nie kupi. To dosłownie strata czasu i kapitału.
Walidacja oznacza jedno: sprawdzenie, czy ktoś jest gotowy zapłacić — zanim zaczniesz tworzyć. Nie chodzi o opinie typu „brzmi fajnie”, bo te dostajesz za darmo i nic nie znaczą. Chodzi o realne sygnały rynkowe: kliknięcia, zapisy, odpowiedzi na ankiety, konkretne odpowiedzi na pytania o cenę.
W praktyce możesz to zrobić na czterech poziomach intensywności:
- Rozmowy 1-na-1 .Z 10–30 osobami z grupy docelowej, w których pytasz, czy mają dany problem, jak go obecnie rozwiązują i ile wydają na próby rozwiązania. Daje więcej niż jakakolwiek analityka, bo dostajesz nieprzefiltrowane wypowiedzi.
- Post w social mediach lub grupie branżowej. Z opisem pomysłu i pytaniem, kto by skorzystał. Liczy się nie liczba lajków, tylko liczba komentarzy z konkretnymi pytaniami i deklaracjami zainteresowania.
- Prosty landing page. Jedna podstrona w Carrd, Webflow albo na easy.tools, gdzie opisujesz problem, dla kogo jest kurs i co kupujący zyska. Mierzysz konwersję: ile osób zostawia maila, ile klika „chcę więcej informacji”.
- Przedsprzedaż (najmocniejszy poziom). Tu wracamy do Pasternaka: kurs zanim sprzedamy, nie jest nagrany. Najpierw sprzedajesz, potem nagrywasz. Identyczna mechanika jak sprzedaż biletów na koncert — najpierw bilety, potem koncert. Po pierwszej sprzedaży masz dwie rzeczy: kapitał na produkcję (wynagradzasz montażystę pieniędzmi kursantów, nie własnymi) i wiedzę, czego konkretnie kursanci potrzebują, bo to wyjdzie z konsultacji.
Pasternak podaje istotne zastrzeżenie: okres przedsprzedaży nie powinien przekraczać 4–6 tygodni. Powyżej tego progu kupujący tracą cierpliwość i rezygnują. Z jego praktyki wynika też, że w przedsprzedaży produktów high ticket (od 1987 zł wzwyż) trzeba indywidualnie obalać obiekcje przez rozmowę telefoniczną. W low tickecie (297–497 zł, czyste wideo bez wsparcia) wystarczy dobrze napisana strona sprzedażowa.
Czego NIE robić — błędy, które kosztują miesiące
Większość błędów na etapie pomysłu nie wynika z braku wiedzy, tylko z podejścia. Wycenia się je w stracony czas, nie w stracone pieniądze.
PUŁAPKA 1 — NAGRYWANIE KURSU „NA ZAPAS”
Scenariusz wygląda zawsze tak samo. Masz pomysł, tworzysz cały materiał przez 3 miesiące, publikujesz, otwierasz sprzedaż i dostajesz dwie sprzedaże w pierwszym tygodniu, jedną w drugim, zero w trzecim. Problem nie leży w jakości — leży w tym, że nikt wcześniej nie sprawdził, czy ktoś tego potrzebuje. Tworzenie kursu bez walidacji to trochę jak pisanie książki bez choćby jednego czytelnika w głowie.
PUŁAPKA 2 — „LUDZIE SIĘ JAKOŚ ZNAJDĄ”
W 2026 r. to nie działa. Polski internet jest pełen treści, kursów i ofert, a algorytmy social mediów premiują twórców, którzy mają już zbudowaną społeczność. Pierwsze pieniądze przychodzą od ludzi, których znasz lub którzy cię już obserwują — nie od ruchu organicznego.
PUŁAPKA 3 — ZBYT SZEROKI TEMAT
„Kurs AI”, „kurs marketingu”, „kurs biznesu” brzmią ambicją, ale są praktycznie niesprzedawalne. Im węższa nisza, tym precyzyjniej trafia komunikat — i tym wyższa konwersja. „Jak używać ChatGPT do pisania ofert sprzedażowych dla agencji marketingowych” sprzeda się dziesięć razy lepiej niż „kurs AI dla marketerów”, mimo że z perspektywy autora wydaje się odwrotnie.
PUŁAPKA 4 — IGNOROWANIE PROGÓW CENOWYCH
Według logiki Pasternaka w polskich realiach 2026 r. sensowne są tylko dwa pułapy cenowe — 297–497 zł za low ticket bez wsparcia i od 1987 zł wzwyż za high ticket z konsultacjami. Wszystko między 500 a 1987 zł nazywa „bez sensu”, bo nie ma ani komunikatu „tani impuls”, ani „premium z wartością dodaną”. Klient się gubi i nie kupuje.
PUŁAPKA 5 — TRAKTOWANIE KURSU JAKO „PASYWNEGO DOCHODU”
Marek Jankowski z „Małej Wielkiej Firmy” — najdłużej działającego polskiego podcastu biznesowego (od 2009 r.) — wielokrotnie podkreślał, że jego pierwszy kurs zajął mu około sześć miesięcy obok bieżącej działalności, a obsługa kursantów po starcie sprzedaży to kolejne kilkaset godzin rocznie. Kurs nie jest pasywem. Jest produktem, który wymaga ciągłej obsługi, aktualizacji co 12–18 miesięcy i marketingu non-stop.
Co to znaczy dla polskiego rynku
- Pomysł na kurs to dziś 80% sukcesu sprzedażowego, a nie 20%. Twórcy, którzy nadal myślą, że „liczy się jakość nagrania”, przegapiają punkt — bo polski klient w 2026 r. odróżnia produkt rozwiązujący jego problem od produktu pięknie wyprodukowanego, ale niedopasowanego. Pierwszy kupi nawet jeśli kurs jest nagrany kamerką w laptopie. Drugi nie kupi, choćby był nagrany w studiu Pixar.
- Presale nie jest hipsterską modą — jest standardem dla każdego, kto chce wypuszczać kursy w trzyletniej perspektywie. Model „nagram, potem sprzedam” w 2026 r. już nie działa wydajnie, bo konkurencji jest za dużo, a budżety reklamowe za drogie, by inwestować w produkt bez walidacji. Każdy nowy twórca, który dziś zaczyna ścieżką pre-sale, ma strukturalną przewagę.
- Polski rynek kursów online jest mały i wymaga niszy zamiast masowości. 38 milionów potencjalnych klientów to liczba, która w segmentacji przez wiek, branżę, etap kariery i konkretny problem szybko spada do 50–200 tysięcy realnie zainteresowanych. To wystarczy na biznes, który utrzymuje twórcę i jego rodzinę. Nie wystarczy na konkurowanie z amerykańskimi platformami w skali masowej.
- Brak walidacji jest dziś ryzykiem nie tylko czasowym, ale i prawnym. AI Act wymaga oznaczeń, RODO wymaga regulaminu, dyrektywa Omnibus wymaga konkretnych informacji o cenie. Twórca, który wypuszcza kurs „na próbę bez papierów”, w pierwszym roku obrywa albo zwroty, albo skargi, albo i jedno i drugie.
Czy warto teraz pracować nad własnym kursem online
Tak, jeśli:
- Masz konkretny problem, który widzisz powtarzający się u 30+ osób z twojego otoczenia zawodowego, i potrafisz go rozwiązać krok po kroku w sposób, który daje odbiorcy mierzalny efekt.
- Jesteś gotów spędzić pierwsze 4–6 tygodni nie na nagrywaniu, tylko na rozmowach z potencjalnymi kursantami, walidacji i przedsprzedaży.
- Możesz zaakceptować, że pierwsza edycja kursu może mieć tylko 10–30 kupujących, którzy w zamian za niższą cenę dadzą ci feedback potrzebny do wersji 2.0.
- Masz już chociaż embrionalną społeczność (lista mailowa 200–500 osób, grupa na FB, kanał YT z choćby kilkuset subskrybentami) — bo z zerowej widoczności startują tylko ci, którzy są gotowi czekać 12–18 miesięcy na pierwszą sprzedaż.
Nie, jeśli:
- Wybierasz temat, bo „świetnie się na nim znasz”, ale nie potrafisz wskazać konkretnej osoby z konkretnym problemem, dla której ten kurs powstaje.
- Liczysz na pasywny dochód po nagraniu jednego kursu i jego zostawieniu w sprzedaży na pół roku bez ruszania.
- Bagatelizujesz aspekty prawne. Polskie regulacje sprzedaży produktów cyfrowych są dziś bardziej rozbudowane niż w USA czy UK, a ich naruszenie kosztuje od 4 tys. zł kary jednorazowo plus potencjalne zwroty.
- Wybierasz cenę „pomiędzy” (np. 990 zł) tylko dlatego, że tak wycenia konkurencja, której nie zwalidowałeś. Polski rynek w 2026 r. działa na dwóch progach cenowych, nie na trzech.
W nadchodzących miesiącach warto obserwować trzy rzeczy.
- drugą edycję raportu „E-learning w Polsce 2026” zapowiedzianą przez Olę Gościniak na koniec roku — pokaże, czy polski rynek dojrzewa i czy presale staje się normą.
- pełne wejście AI Act 2 sierpnia 2026 r. i pierwsze interpretacje KRiBSI w sprawie kursów wytwarzanych z udziałem AI.
- edycje programów takich jak Roczna Szkoła z Dawidem Pasternakiem czy oferta Akademii Produktów Cyfrowych — ich rosnąca popularność jest dobrym wskaźnikiem, czy polski rynek ostatecznie skłoni się ku modelowi „sprawdź, sprzedaj, dopiero stwórz”.
Źródła:
- Ola Gościniak / WłączeniPlus — Raport „E-learning w Polsce 2025″ (2025)
- Sukces Pisany Szminką — 49% kursów online nie zostaje ukończonych. Co dalej z edukacją w Polsce? (2025)
- Useme — Raport „Freelancing 2025. Między stabilnością a adaptacją” (2025)
- Mała Wielka Firma / Marek Jankowski — Wywiady i materiały o tworzeniu kursu online (2023–2025)
- Oswajam Online / Anna Skowron — Ile czasu potrzebujesz, by stworzyć pierwszy produkt cyfrowy? (2024)
- Easy.tools — Jak stworzyć i sprzedać kurs online? (2025)
- Edulegal — Sprzedaż on-line. Jak legalnie sprzedawać e-booki, kursy online i inne produkty cyfrowe? (2025)
- Dawid Pasternak — Szkolenie na żywo dla kursantów: „Jak tworzyć kursy online — pomysł, problem, presale”(transkrypcja, marzec 2025)
- Ministerstwo Cyfryzacji, Gov.pl — Pierwsze przepisy Rozporządzenia o Sztucznej Inteligencji (AI Act) zaczynają obowiązywać (2025)
0 komentarzy
Bądź pierwszy, dodaj komentarz!