środa, 2 września 2026 Warszawa 17°C
Biznes

Kryzys RAM: tanie smartfony znikają z Polski w 2026

Tanie smartfony coraz trudniej dostępne — pamięć RAM to nawet 64% kosztu budżetowego telefonu. Sprawdzamy, co to oznacza dla użytkowników z Polski.

Za moduł pamięci do jednego flagowca Xiaomi zapłaci dziś tyle, ile kosztuje cały smartfon ze średniej półki — to nie przenośnia, tylko liczby, które firma sama podała inwestorom. Analitycy Omdia szacują, że pamięć RAM i NAND odpowiadają już za 59-64% kosztu wytworzenia budżetowego telefonu, a globalne dostawy modeli poniżej 400 dolarów spadną w tym roku o 22%. W Polsce ten sam mechanizm nakłada się na rodzimą opłatę reprograficzną, więc segment „taniego Androida” czeka podwójne uderzenie.


Co się właściwie stało: RAM zjada budżetowe telefony

Firma badawcza Omdia opublikowała najnowszy raport Quarterly Smartphone Technology Trends, z którego wynika, że między trzecim kwartałem 2025 a pierwszym kwartałem 2026 udział pamięci w całkowitym koszcie produkcji (BOM, czyli bill of materials — liście wszystkich podzespołów) budżetowego smartfonu niemal się podwoił. Dla telefonów sprzedawanych poniżej 400 dolarów pamięć to dziś prawie 60% kosztu wytworzenia. Dla urządzeń „ultra-budżetowych”, kosztujących 99 dolarów lub mniej, ten odsetek sięga 64%.

Dla porównania: jeszcze w trzecim kwartale 2025 roku RAM i pamięć wbudowana razem stanowiły 31-33% kosztów takiego telefonu. Wzrost w niecały rok jest więc bliski podwojenia, a przełożenie na ceny sklepowe dopiero się zaczyna, bo dużą część obecnej oferty stanowią modele zaprojektowane jeszcze przed najostrzejszą falą podwyżek.

Zaker Li, główny analityk Omdia, ujął to wprost: koszty pamięci stały się poważnym obciążeniem dla telefonów ze średniej i niskiej półki, a sytuacja w kolejnych kwartałach ma się pogarszać, nie poprawiać. Konsekwencja jest prosta do policzenia. Omdia prognozuje, że globalne dostawy smartfonów poniżej 400 dolarów spadną w 2026 roku o 22% rok do roku, podczas gdy segment powyżej tej granicy urośnie o 5,7%. Cały rynek smartfonów ma się skurczyć o około 12%, a to właśnie dolna półka cenowa ma być głównym powodem tego spadku.

Najbardziej wymowny dowód na to, że mechanizm już działa, dostarczyła firma Nothing. Jej marka CMF wstrzymała premierę modelu CMF Phone 3 Pro, jeszcze zanim trafił na rynek. Współzałożyciel Akis Evangelidis napisał publicznie, że firma pracowała nad następcą, ale przy obecnych cenach pamięci nie da się zbudować telefonu, który realnie stanowiłby krok naprzód, w cenie mającej ekonomiczny sens dla marki CMF. To nie jest podwyżka ceny o kilkadziesiąt złotych — to menedżer produktu przyznający, że model po prostu się nie spina finansowo.

Inne marki wybrały inną drogę: utrzymać specyfikację i przerzucić koszt na klienta. Honor w modelu 600 Pro zachował 12 GB RAM, ale podniósł cenę o 200 funtów. Presja sięga też wyżej niż segment budżetowy — Oppo Find X9 Ultra ma 12 GB RAM, podczas gdy tańszy poprzednik, Find X9 Pro, oferował 16 GB. Droższy następca z mniejszą ilością pamięci niż model, który zastępuje, to sygnał, że problem z podażą dotyka już nie tylko najtańszej półki.

Skąd wziął się kryzys: sztuczna inteligencja płaci rachunek za konsumentów

Bezpośrednią przyczyną nie jest awaria fabryk ani brak surowców, tylko realokacja produkcji. Firmy Samsung, SK Hynix i Micron — czyli praktycznie cały globalny rynek pamięci DRAM — przesuwają moce produkcyjne w stronę HBM (High Bandwidth Memory), specjalnej, warstwowo układanej pamięci używanej w akceleratorach AI dla centrów danych. Marże na HBM są znacznie wyższe niż na zwykłym DDR5 do smartfonów i laptopów, więc producentom po prostu bardziej opłaca się produkować pamięć dla Nvidii i chmur AI niż dla Xiaomi czy Motoroli.

Efekt widać w liczbach kontraktowych. Według TrendForce ceny mobilnego DRAM (LPDDR5X) wzrosły w pierwszym kwartale 2026 roku o 58-63% kwartał do kwartału, co oznacza potrojenie w skali roku. Jefferies Equity Research prognozuje kolejne wzrosty DRAM i NAND o 40-50% kwartał do kwartału w trzecim kwartale 2026, a potem jeszcze 30-40% w czwartym kwartale, z roczną dynamiką rzędu 40-45% aż do 2027 roku. Pierwszej realnej ulgi firma spodziewa się dopiero w 2028 roku, gdy ruszą nowe fabryki — ale i one w pierwszej kolejności mają obsługiwać pamięć dla AI, nie dla konsumentów.

To nie jest wyłącznie problem smartfonów. Ten sam mechanizm już wcześniej uderzył w rynek pecetów, konsol do gier i serwerów korporacyjnych. Steve Mason, szef firmy CyberPowerPC, mówił BBC, że oferty cenowe na komponenty pamięciowe potrafią być dziś nawet o 500% wyższe niż jeszcze kilka miesięcy temu. Smartfony budżetowe są po prostu kolejną, najsłabiej zabezpieczoną ofiarą tego samego zjawiska — bo mają najcieńsze marże ze wszystkich kategorii elektroniki konsumenckiej.

Analiza: dlaczego tania półka ginie pierwsza, a flagowce przetrwają

Mechanizm, który dziś dzieli rynek na dwa światy, jest w gruncie rzeczy prosty i brutalny w swojej logice. Telefon za 900 dolarów ma marżę, która pozwala wchłonąć wzrost kosztu pamięci bez dramatycznych konsekwencji. Telefon za 250 dolarów takiej poduszki bezpieczeństwa nie ma — od lat jest już „obcięty do kości”, jak to ujął serwis Tom’s Hardware, bo producenci od dawna wyciskali z niego każdy możliwy grosz oszczędności. Gdy nagle dwie trzecie kosztu wytworzenia idzie na same układy pamięci, nie zostaje praktycznie nic na procesor, ekran, baterię, aparat czy obudowę.

Do tego dochodzi psychologia kupującego z dolnej półki. To klient wyjątkowo wrażliwy na cenę — telefon za 150 dolarów, który nagle kosztuje 220, po prostu przestaje się sprzedawać w tej samej skali, bo budżet na zakup jest sztywny, a nie elastyczny. W efekcie producenci mają dwie drogi: podnieść cenę i stracić część klientów, albo obniżyć specyfikację i zachować cenę, tracąc reputację. Serwis Android Authority i Android Police, cytując dane Omdii, opisują wpływ na ten segment jako „katastrofalny” — i to określenie analityków, a nie dziennikarskie zagranie.

Widać to już w konkretnych decyzjach produktowych. Motorola trzymała ten sam chipset w większości tegorocznych modeli z serii Moto G i Motorola Razr, zamiast — jak zwykle — odświeżać układ co roku. Motorola Moto G17 trafiła na rynek z 4 GB RAM, co eksperci z Expert Reviews wskazują jako możliwy sygnał powrotu do konfiguracji sprzed lat, po tym jak przez ostatnie lata standardem stało się 8 lub 12 GB. Inne prognozowane cięcia to tańsze matryce wyświetlaczy, mniej lub mniejsze sensory aparatu oraz układy SoC (system-on-chip, czyli procesor z pozostałymi komponentami na jednym chipie) o generację starsze niż aktualny topowy model danej marki.

Sceptycy tego trendu — a Carl Pei, założyciel Nothing, można do nich zaliczyć mimo że akurat jego firma ucierpiała pierwsza — zwracają uwagę, że mechanizm może się odwrócić równie gwałtownie, jak się pojawił. Pei sugeruje, że krach na rynku pamięci nastąpi w tym samym momencie, w którym skończy się boom na duże modele językowe, bo płatność od tokena za każdą prostą operację AI (jak przerobienie zdjęcia czy napisanie maila) w pewnym momencie stanie się ekonomicznym absurdem dla samych dostawców AI. To scenariusz spekulacyjny, ale warto go mieć z tyłu głowy — obecny kryzys nie musi być trwałą cechą rynku, tylko efektem konkretnego cyklu inwestycyjnego wokół sztucznej inteligencji.

Kryzys RAM w Polsce — kluczowa sekcja

Polski rynek nie jest wyspą odciętą od globalnych cen kontraktowych, ale ma kilka lokalnych czynników, które zmieniają obraz sytuacji — i, co ciekawe, nie wszystkie działają na naszą niekorzyść.

Po pierwsze, biuro prasowe Xiaomi Polska potwierdziło wprost, w oficjalnym komentarzu dla polskich mediów, że utrzymujący się wzrost kosztów układów pamięci znacząco przekroczył wcześniejsze oczekiwania firmy i może skutkować zmianą cen detalicznych wybranych modeli z serii Redmi. Na razie taka podwyżka — rzędu stu kilkudziesięciu złotych — dotyczy rynku chińskiego, ale Xiaomi jest liderem sprzedaży budżetowych telefonów w Polsce, więc kierunek zmian jest łatwy do przewidzenia.

Po drugie, rzecznicy dwóch największych sieci elektronicznych w kraju już otwarcie mówią o presji cenowej. Maciej Dolega z MediaMarkt Polska przyznał w rozmowie z „Rzeczpospolitą”, że sytuacja na globalnym rynku elektroniki użytkowej od dłuższego czasu pozostaje pod wpływem dynamicznych zmian makroekonomicznych i technologicznych, a temat rosnących kosztów komponentów jest szeroko komentowany przez analityków na całym świecie. Michał Mystkowski z Media Expert dodał, że od początku roku widać stopniowy wzrost cen w części kategorii elektroniki wrażliwej na wahania geopolityczne, choć — na razie — nie jest to zjawisko obejmujące cały rynek.

Po trzecie, i to jest specyficznie polski problem, nakładający się na globalny kryzys: od 2026 roku smartfony, tablety, laptopy i telewizory zostały objęte rozszerzoną opłatą reprograficzną — pierwszą aktualizacją tego mechanizmu od piętnastu lat, wprowadzoną nowelizacją podpisaną przez minister kultury Martę Cienkowską. Opłata ma wynosić 1% od ceny netto nowego urządzenia i ma trafiać do twórców jako rekompensata za kopiowanie treści na własny użytek. Radca prawny Janusz Piotr Kolczyński z kancelarii C.R.O.P.A. zwraca uwagę, że polscy prawodawcy skupili się głównie na rozszerzeniu listy objętych urządzeń, zamiast dokładnie wdrożyć wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 16 kwietnia, który precyzuje, że offline’owe kopie w aplikacjach streamingowych nie są kopią prywatną w rozumieniu przepisu. W praktyce oznacza to, że polski konsument zapłaci więcej niż wynikałoby z samych globalnych trendów cenowych — podwyżka producenta plus krajowa opłata reprograficzna nakładają się na siebie.

Jest jednak i dobra wiadomość, przynajmniej z krótkoterminowej perspektywy. Analityk i redaktor gsmManiaK.pl zwraca uwagę na paradoks: Polska jest rynkiem zbyt małym, by producenci ryzykowali na nim eksperymenty cenowe podobne do tych, jakie Samsung przetestował w segmencie średniaków na innych rynkach. Największe podwyżki uderzą raczej w Indie, Chiny i USA — kraje, gdzie elektronika bywa relatywnie tańsza, a teraz po prostu nie może już być tańsza. To nie znaczy, że polscy kupujący nic nie odczują, ale skala szoku cenowego może być mniejsza niż w niektórych innych regionach świata.

Dane sprzedażowe pokazują, że polska oferta budżetowa wciąż istnieje i wciąż jest atrakcyjna — na razie. W rankingach sklepów takich jak Komputronik, Morele czy Media Expert wciąż dominują modele Xiaomi Redmi, Motorola Moto G, Samsung Galaxy A oraz CMF Phone, z konfiguracjami 6-12 GB RAM w cenach 500-1000 złotych. Problem w tym, że to modele zaprojektowane i wycenione jeszcze przed najostrzejszą falą wzrostu cen pamięci z pierwszej połowy 2026 roku. Counterpoint Research szacuje, że sama konfiguracja 6 GB RAM i 128 GB pamięci w telefonie poniżej 200 dolarów (około 730 złotych) podniesie koszt wytworzenia urządzenia o 25%, a podwyżki na półkach sklepowych w przedziale najtańszych telefonów mogą sięgnąć równowartości 110 złotych jeszcze w tym roku.

Co dalej: trzy scenariusze dla kupujących

Analitycy cytowani przez serwis Gadget Hacks (na bazie Expert Reviews) widzą trzy możliwe drogi dla segmentu poniżej 400 dolarów w 2026 roku, i żadna z nich nie jest neutralna dla portfela klienta. Pierwsza: ta sama specyfikacja, wyższa cena — dokładnie to, co zapowiedziało już Xiaomi w Chinach. Druga: ta sama cena, gorsza specyfikacja — mniej RAM-u, starszy procesor, prostszy aparat, tak jak sugeruje przykład Motoroli Moto G17 z 4 GB RAM. Trzecia, najbardziej radykalna: model po prostu znika z oferty, tak jak stało się z CMF Phone 3 Pro.

Do tego dochodzi zjawisko, które Omdia opisuje jako odwrót producentów z dolnej półki w stronę segmentów premium, gdzie koszty komponentów łatwiej wchłonąć. Mniej marek walczących o klienta budżetowego oznacza mniejszą presję na utrzymanie dobrego stosunku ceny do jakości — a to mechanizm, przez który konkurencyjny rynek zaczyna się wydrążać od środka. W dłuższej perspektywie może to oznaczać mniej premier w tym segmencie rocznie, co wcale nie musi być wyłącznie złą wiadomością — rynek smartfonów bywał ostatnio przesycony niemal identycznymi wariantami tego samego modelu, różniącymi się drobnymi detalami specyfikacji.

Co to znaczy dla polskiego rynku

Po pierwsze, klienci kupujący telefon do 1000 złotych powinni traktować obecną ofertę sklepową jako coś w rodzaju wyprzedaży ostatniej generacji przed podwyżkami — modele zaprojektowane i wycenione przed szczytem cen pamięci z pierwszej połowy 2026 roku to dziś realnie najlepsza okazja cenowa, jaką rynek zaoferuje w najbliższych kwartałach.

Po drugie, polska opłata reprograficzna w wysokości 1% od ceny netto, wprowadzona akurat w momencie globalnego szczytu cen komponentów, to przykład złego wyczucia legislacyjnego — nawet jeśli sam mechanizm rekompensaty dla twórców ma swoje uzasadnienie, jego wejście w życie zbiegło się z najgorszym możliwym momentem dla konsumenta budżetowego.

Po trzecie, relatywnie mały rozmiar polskiego rynku w skali globalnej to w tym wypadku ochrona, nie słabość — producenci nie eksperymentują na nas z najbardziej agresywnymi podwyżkami zarezerwowanymi dla dużych rynków jak Indie czy USA, ale to nie znaczy, że ceny w Polsce zostaną zamrożone.

Po czwarte, największym przegranym tej sytuacji nie są klienci w Polsce, tylko rynki rozwijające się, gdzie telefon poniżej 400 dolarów to jedyny realny sposób na dostęp do internetu — 22-procentowy spadek dostaw w tym segmencie to nie tylko statystyka sprzedażowa, ale realne ograniczenie dostępu do sieci dla milionów ludzi, dla których flagowiec nigdy nie był i nie będzie opcją.

Czy kupować tani smartfon teraz, czy czekać?

Tak, jeśli:

  • Potrzebujesz telefonu do 1000 złotych w najbliższych tygodniach — obecne modele na półkach polskich sklepów mają specyfikacje i ceny sprzed najostrzejszej fali podwyżek i prawdopodobnie nie zostaną powtórzone w kolejnych generacjach.
  • Zależy Ci na konkretnej konfiguracji pamięci (8-12 GB RAM w tej cenie) — kolejne modele w tym segmencie mogą mieć gorsze parametry przy tej samej lub wyższej cenie.

Nie, jeśli:

  • Możesz poczekać do 2027-2028 roku i nie potrzebujesz nowego telefonu natychmiast — wtedy, według prognoz Jefferies, ceny pamięci mają zacząć się stabilizować wraz z uruchomieniem nowych fabryk.
  • Rozważasz zakup telefonu z segmentu 400-600 zł, gdzie ryzyko obcięcia specyfikacji (np. spadek do 4 GB RAM) jest największe — w tym przedziale warto poczekać na recenzje konkretnego modelu, zanim zapłacisz za coś, co realnie jest krokiem wstecz względem poprzednika.

W kolejnych miesiącach warto obserwować przede wszystkim komunikaty producentów o cenach na rynku chińskim (zwykle wyprzedzają o kilka miesięcy zmiany na rynkach europejskich) oraz to, czy polskie sieci handlowe zaczną otwarcie mówić o konkretnych podwyżkach, a nie tylko o „presji rynkowej”. Drugi sygnał do obserwacji to specyfikacje nadchodzących modeli Motoroli, Samsunga i Xiaomi w segmencie 500-1000 złotych — jeśli RAM zacznie spadać poniżej 6 GB przy tej samej cenie, będzie to potwierdzenie, że najgorszy scenariusz z raportu Omdii materializuje się także na naszym rynku.


Źródła:

  • CNET — RAM Crisis Means Fewer Cheap Phones Under $400 (lipiec 2026)
  • Omdia — Quarterly Smartphone Technology Trends Report (2026)
  • Android Authority — Rising RAM costs could lead to huge decline in sub-$400 phones (lipiec 2026)
  • Tom’s Hardware — Budget smartphone market collapses under the weight of memory shortages (lipiec 2026)
  • Tech Times — Memory Now Costs 60% of a Budget Phone: AI Just Killed the Cheap Smartphone (lipiec 2026)
  • iTechPost — Analyst Warns Budget, Cheap Smartphones Will Be Scarce This Year Until 2027 (lipiec 2026)
  • Zero.pl — Wzrost cen mobilnej pamięci RAM nie ma końca (maj 2026)
  • CHIP.pl — Droższy RAM oznacza droższe smartfony? Tak i nie, to skomplikowane (styczeń 2026)
  • Techon.pl — Ceny smartfonów i laptopów wzrosną w 2026 roku (listopad 2025)
  • Money.pl — Elektronika mocno zdrożeje? Wszystko przez problem z tym elementem (lipiec 2026)
  • Telepolis.pl — Raport Counterpoint: Zapłacimy więcej za każdy nowy smartfon (marzec 2026)
  • gsmManiaK.pl — W 2026 i 2027 roku za telefony zapłacimy więcej (czerwiec 2026)
  • Android.com.pl — Tanie smartfony przejdą do historii? RAM to tylko część problemu (maj 2026)
  • Technowinka.pl — Najchętniej wybierane smartfony 2025 i prognozy na 2026 (styczeń 2026)
Co o tym sądzisz?

0 komentarzy

Bądź miły — kultura dyskusji to nasza wartość.

Bądź pierwszy, dodaj komentarz!