Apple złożył w kalifornijskim sądzie pozew, który czyta się jak scenariusz filmu szpiegowskiego: byli inżynierowie Cupertino mieli wynosić prototypy na rozmowy kwalifikacyjne, zostawiać sobie firmowe laptopy i drwić z odkrytej dziury w zabezpieczeniach w wiadomościach na Line. W tle całej sprawy stoi też startup io Products, współzałożony przez Jony’ego Ive’a. Sprawdzamy, co dokładnie zarzuca się OpenAI, i – co ważniejsze dla polskiego czytelnika – czy taki proces miałby w Polsce jakiekolwiek szanse, biorąc pod uwagę, że z ChatGPT korzysta już ponad 10 milionów polskich internautów.
Co dokładnie zarzuca Apple
Pozew, który trafił do sądu federalnego w Kalifornii, wymienia jako pozwanych samo OpenAI, powiązaną z nim spółkę io Products oraz dwóch konkretnych, wysoko postawionych menedżerów. Zarzut jest jeden, ale poważny: systematyczne i zorganizowane wykradanie tajemnic przedsiębiorstwa oraz naruszanie umów o zachowaniu poufności, po to, by szybciej dopracować własne urządzenie konsumenckie napędzane AI.
Pierwszym z bohaterów tej historii jest Chang Liu – inżynier, który osiem lat spędził w Apple przy elektryce systemowej, a w styczniu 2026 roku przeniósł się do OpenAI. Zamiast zerwać kontakt z systemami dawnego pracodawcy, Liu miał świadomie zatrzymać sobie służbowego laptopa. Więcej – według śledztwa Apple odkrył rzadki błąd w autoryzacji chmurowej, który dawał mu dostęp do wewnętrznych folderów sieciowych nawet po odejściu z firmy. Z dokumentów wynika, że nie tylko z tego skorzystał, ale wręcz się tym chwalił – w wiadomości do koleżanki, którą później też zwerbowano do OpenAI, napisał krótko: „LOL”. Przez kilka kolejnych tygodni miał ukradkiem pobierać dziesiątki poufnych plików, w tym dane o niewydanych jeszcze produktach, prezentacje inżynieryjne i zastrzeżone specyfikacje.
Druga postać to Tang Yew Tan – 24 lata w Apple, wiceprezes odpowiedzialny za projektowanie iPhone’a i Apple Watch, dziś szef działu sprzętowego w OpenAI. Apple zarzuca mu coś, co brzmi jak systemowa praktyka: podczas rozmów rekrutacyjnych z inżynierami Apple miał posługiwać się wewnętrznymi nazwami kodowymi projektów, żeby wprost wyciągać informacje o planach rozwoju konkretnych komponentów. Kandydatom kazano ponoć przynosić na rozmowy prototypy, schematy, akumulatory czy płyty główne. Jeden z zwerbowanych inżynierów miał być zdziwiony taką instrukcją – nie wiedział, że wolno mu wynosić takie rzeczy z biura.
Apple idzie w pozwie dalej. Twierdzi, że to nie były pojedyncze incydenty, a skoordynowana strategia. Zespół Tana miał rozsyłać wśród nowo przyjętych pracowników wewnętrzny dokument Apple opisujący procedury bezpieczeństwa stosowane przy odejściach menedżerów – konkretnie po to, by odchodzący wiedzieli, jak najdłużej unikać zablokowania dostępu i zdążyć skopiować jak najwięcej danych.
Io Products, Jony Ive i metalowe detale, o które poszło
W sprawie pojawia się też io Products – startup sprzętowy współzałożony przez Jony’ego Ive’a, wieloletniego głównego projektanta Apple, twórcę wizualnego języka iPhone’a. OpenAI przejęło io Products w 2025 roku, a firma pracuje nad nową generacją urządzeń AI, o których od miesięcy krążą plotki – między innymi o smartfonie sterowanym głosem i kontekstem, bez klasycznego ekranu dotykowego jako centrum interakcji.
Apple zarzuca io Products wykorzystanie poufnych technik obróbki metalu, które gigant z Cupertino opracowywał latami przy produkcji obudów iPhone’a. Bardziej konkretnie – OpenAI miało zlecić jednemu z kluczowych partnerów produkcyjnych Apple wykonanie zaawansowanych procesów wykończeniowych, wprowadzając go w błąd co do tego, że ma na to zgodę samego Apple. To istotny szczegół, bo przenosi sprawę z poziomu „podkradania danych z laptopa” na poziom relacji z całym łańcuchem dostaw – a to jest dla Apple równie wrażliwy obszar jak własność intelektualna produktu.
Zanim sprawa trafiła do sądu, Apple – jak twierdzi w pozwie – próbował rozwiązać spór polubownie. W lutym 2026 roku firma wysłała do OpenAI prośbę o przeprowadzenie wewnętrznego audytu procedur bezpieczeństwa i wdrożenie środków zapobiegawczych. OpenAI miało te pisma zignorować, co – według Apple – było ostatnim impulsem do wejścia na drogę sądową. Apple domaga się teraz całkowitego zakazu wykorzystywania jego technologii przez OpenAI, zabezpieczenia dowodów cyfrowych, zwrotu skopiowanych materiałów i fizycznej własności, a także odszkodowania za utracone korzyści i bezpodstawne wzbogacenie kosztem miliardowych inwestycji w rozwój produktów.
Od partnerstwa do sądu – jak szybko się to rozpadło
To, co czyni tę sprawę ciekawą, to tempo. W 2024 roku Apple i OpenAI ogłosiły głośne partnerstwo – integrację GPT z Apple Intelligence. ChatGPT w iOS 18 odpowiadał za trudniejsze zapytania do Siri, rozpoznawanie obrazu w Visual Intelligence, generowanie grafik w Image Playground i redagowanie tekstów. To była duża sprawa wizerunkowa dla obu firm – Apple pokazywał, że nadrabia zapaść w wyścigu AI, a OpenAI zdobywał dostęp do setek milionów urządzeń z iOS.
Dwa lata później, w iOS 27, Apple zintegrował się już z konkurencyjnymi modelami Google Gemini. Ten fakt sam w sobie mówi wiele o tym, jak wyglądały relacje między firmami w międzyczasie. Równolegle, po podpisaniu porozumienia z 2024 roku, w strukturach Apple zaczął się odczuwalny odpływ inżynierów – OpenAI, Meta i Anthropic zaczęły agresywnie podbierać specjalistów z Cupertino, płacąc pakietami, które nawet dla Apple były trudne do przebicia. Sam Liu i Tan są tylko dwoma najbardziej nagłośnionymi przykładami tego trendu, nie odosobnionymi przypadkami.
Warto dodać kontekst, którego w pozwie nie ma wprost, ale który tłumaczy motywację OpenAI: firma od 2025 roku deklaruje pracę nad nową generacją sprzętu konsumenckiego napędzanego AI, a nieoficjalne informacje wskazują między innymi na smartfon. Jeśli to prawda, to walka o inżynierów od baterii, obudów i płyt głównych nie jest przypadkowa – to walka o konkretny, policzalny cel produktowy, a nie ogólne „podglądanie konkurencji”.
Jak wygląda taki proces w praktyce
Warto rozłożyć na czynniki pierwsze, co Apple faktycznie musi udowodnić w sądzie, bo to nie jest sprawa, w której wystarczy pokazać wiadomość „LOL” i liczyć na wygraną. W amerykańskim prawie federalnym (Defend Trade Secrets Act) i równoległych przepisach stanu Kalifornia, powód musi wykazać trzy rzeczy: że informacja była faktycznie tajemnicą handlową (a nie ogólną wiedzą branżową), że podjęto rozsądne kroki dla jej ochrony, i że pozwany pozyskał ją w sposób nieuprawniony – czyli z naruszeniem umowy, oszustwem albo kradzieżą, a nie przez niezależne odtworzenie czy publicznie dostępne źródła.
To dlaczego Apple w pozwie tak drobiazgowo opisuje mechanikę – konkretną datę odejścia Liu, konkretny błąd autoryzacji, konkretne wiadomości na Line, konkretny dokument „Need to Know” krążący wśród nowo zwerbowanych. Sądy w takich sprawach rzadko wierzą na słowo, że coś było „tajemnicą” – oczekują dowodów systemowej ochrony: kto miał dostęp, jakie logi to potwierdzają, jakie klauzule podpisywali pracownicy. Fakt, że Apple przywołuje wewnętrzny dokument opisujący własne procedury bezpieczeństwa, sugeruje, że firma ma dość mocną dokumentację tego, jak zarządzała dostępem – co w praktyce zwiększa jej szanse procesowe.
OpenAI w odpowiedzi będzie prawdopodobnie argumentować, że część informacji stanowiła ogólną wiedzę inżynierską, nie unikalną tajemnicę, oraz że rekrutacja specjalistów z konkurencji jest legalną i powszechną praktyką rynkową – w Kalifornii klauzule o zakazie konkurencji (non-compete) są w dużej mierze nieważne z mocy prawa stanowego, co historycznie ułatwiało tam swobodne przechodzenie inżynierów między firmami. Różnica między „zatrudniłem kogoś, kto dużo wie” a „zatrudniłem kogoś i kazałem mu przynieść na rozmowę fizyczny prototyp” jest jednak przepaścią prawną – i to właśnie na tym drugim scenariuszu Apple buduje swoją argumentację.
Same żądania w pozwie – zakaz wykorzystywania technologii, zabezpieczenie dowodów, zwrot materiałów, odszkodowanie – to standardowy zestaw w sprawach o trade secrets, ale warto zwrócić uwagę na jeden szczegół: żądanie zabezpieczenia nośników i dowodów cyfrowych zwykle idzie w parze z wnioskiem o zakaz ich usuwania (litigation hold), co oznacza, że OpenAI już teraz – niezależnie od wyniku sprawy – musi zamrozić i zachować ogromne ilości wewnętrznej komunikacji, łącznie z historią na firmowych komunikatorach. To samo w sobie jest kosztowne i uciążliwe operacyjnie, zanim jeszcze zapadnie jakikolwiek wyrok.
Czy taki pozew miałby sens w Polsce
To pytanie nie jest czysto akademickie – polskie prawo ma swój odpowiednik amerykańskiego trade secret law, czyli ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji z 1993 roku, znowelizowaną w 2018 roku pod wpływem unijnej dyrektywy 2016/943. Zgodnie z art. 11 tej ustawy, tajemnicą przedsiębiorstwa są informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne lub inne mające wartość gospodarczą, które nie są publicznie znane i wobec których podjęto rozsądne działania w celu zachowania poufności. Trzy przesłanki musi spełniać każda informacja, żeby sąd uznał ją za chronioną: musi mieć wartość gospodarczą, musi być niejawna, i przedsiębiorca musi realnie starać się ją chronić – nie wystarczy samo słowne zastrzeżenie „poufne”.
To ostatnie jest kluczowe i w praktyce właśnie na tym punkcie łamią się połowa polskich spraw o wykradanie danych firmowych. Jeśli firma nie ma polityk dostępu, nie loguje kto i kiedy pobierał dokumenty, nie ma podpisanych NDA z pracownikami – sąd może uznać, że ochrona tajemnicy przedsiębiorstwa nigdy realnie nie istniała, niezależnie od tego, jak bardzo dane były „wrażliwe”. Ciekawe jest to, że nowelizacja z 2018 roku usunęła dawny trzyletni limit czasowy zakazu wykorzystywania tajemnicy po odejściu z pracy – wcześniej obowiązek dyskrecji po ustaniu zatrudnienia wygasał po trzech latach, o ile umowa nie mówiła inaczej. Dziś taki limit czasowy nie istnieje, o ile stan tajemnicy trwa.
Naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa w Polsce może rodzić odpowiedzialność cywilną (roszczenia o zakaz działania, wydanie bezpodstawnie uzyskanych korzyści, odszkodowanie) oraz karną – kodeks karny i art. 23 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji przewidują sankcje karne za wykorzystanie lub ujawnienie cudzej tajemnicy handlowej. W praktyce polskie sprawy o tej skali – z prototypami wynoszonymi na rozmowy rekrutacyjne czy manipulacją podwykonawcą – są rzadkością głównie dlatego, że w Polsce nie mamy firm sprzętowych operujących w skali Apple. Ale mechanizm prawny jest ten sam: gdyby taka sytuacja wydarzyła się między dwiema polskimi spółkami technologicznymi, podstawa prawna do pozwu byłaby analogiczna.
ChatGPT i Apple w Polsce – kto tu naprawdę ma coś do stracenia
To jest sekcja, w której robi się interesująco dla polskiego czytelnika, bo obie strony konfliktu mają w Polsce bardzo realną, mierzalną obecność.
Zacznijmy od OpenAI. Według badania Mediapanel, realizowanego przez Gemius i Polskie Badania Internetu, liczba realnych użytkowników ChatGPT w Polsce wzrosła z 3,6 miliona w styczniu 2025 roku do <cite index=”13-1″>10,2 miliona w październiku 2025 roku</cite>, co oznacza, że korzysta z niego już co trzeci polski internauta w wieku 7-75 lat. Najnowsze dane za czerwiec 2026 pokazują, że ChatGPT wciąż <cite index=”10-1″>regularnie przyciąga ponad dziesięć milionów internautów</cite> miesięcznie, mimo że cały polski internet liczy około 29,2 miliona użytkowników. To oznacza, że ponad jedna trzecia polskiej populacji online ma jakiś kontakt z produktem OpenAI – i to jest liczba, która realnie pokazuje, jak duże ryzyko reputacyjne niesie dla firmy pozew o systemowe naruszanie tajemnic handlowych. Ciekawy jest też profil demograficzny – z danych Gemiusa wynika, że blisko 60 proc. użytkowników ChatGPT w Polsce ma poniżej 34 lat, a największy odsetek mieszka na wsi, co obala popularny mit, że generatywna AI to zabawka wyłącznie dla warszawskich korpo-pracowników.
Apple w Polsce też nie jest już marginalnym graczem, choć historycznie taki bywał. Według słów wiceprezesa Apple Grega Joswiaka, <cite index=”24-1″>iPhone ma w Polsce około 20-procentowy udział w rynku, podczas gdy jeszcze niedawno było to zaledwie 11 procent</cite> – udział podwojony w ciągu dwóch lat. To pokazuje, że polski rynek przestał być dla Apple niszą do ignorowania, a stał się jednym z rynków wzrostowych w Europie Środkowo-Wschodniej. Globalnie firma notuje rekordowe udziały – w drugim kwartale 2026 roku Apple i Samsung dzieliły między sobą pozycję liderów światowego rynku smartfonów, mimo że sam rynek się kurczył z powodu kryzysu podażowego pamięci.
Co to znaczy praktycznie? Jeśli Apple i OpenAI faktycznie się rozstają na dobre – integracja Apple Intelligence z Gemini w iOS 27 sugeruje, że proces już trwa – to polscy użytkownicy iPhone’ów w praktyce zauważą to najpierw w Siri i w funkcjach AI wbudowanych w system, a dla użytkowników ChatGPT może to oznaczać mniej głęboką integrację z ekosystemem Apple w przyszłości, choć sama aplikacja ChatGPT na iOS na razie nie jest zagrożona – to zupełnie inny kanał dystrybucji niż integracja systemowa.
Warto też dodać kontekst regulacyjny unijny, bo obie firmy działają w Polsce w cieniu unijnego AI Act oraz RODO, a nie tylko amerykańskiego prawa deliktowego. Gdyby analogiczny spór o dane osobowe pracowników (a nie tylko tajemnice techniczne) trafił przed polski sąd lub Urząd Ochrony Danych Osobowych, dodatkową warstwą odpowiedzialności byłoby nieuprawnione przetwarzanie danych zawartych w skopiowanych plikach – jeśli wśród „poufnych dokumentów o niewydanych produktach” znalazłyby się np. dane kontaktowe pracowników czy partnerów biznesowych. To pokazuje, że polskie i unijne firmy technologiczne, w przeciwieństwie do amerykańskich, muszą w podobnych sporach rozliczać się na dwóch frontach prawnych jednocześnie – z ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji i z RODO – co w praktyce zwiększa ryzyko finansowe znacznie bardziej niż w USA.
Co to znaczy dla polskiego rynku
Pierwsza rzecz, którą warto sobie uświadomić: to nie jest spór o to, czy AI „kradnie” dane treningowe z internetu – to jest klasyczny, staromodny spór korporacyjny o inżynierów, dokumenty i podwykonawców. Sztuczna inteligencja jest tu tylko motywem, produktem końcowym. Mechanizm – podbieranie kluczowych ludzi, wykorzystywanie ich znajomości procedur dawnego pracodawcy – działał tak samo w latach 90. między producentami chipów, jak działa teraz między Cupertino a San Francisco.
Druga rzecz: dla polskich firm technologicznych i software house’ów to konkretna lekcja compliance, nie tylko ciekawostka z Doliny Krzemowej. Jeśli twoja firma traktuje NDA jako formalność podpisywaną przy onboardingu i nigdy do niej nie wraca, w razie realnego sporu sądowego ta ochrona może okazać się iluzoryczna – polskie sądy patrzą właśnie na to, czy przedsiębiorca faktycznie i systematycznie chronił dane, a nie tylko deklaratywnie je oznaczał jako tajne.
Trzecia rzecz, bardziej rynkowa: rozpad relacji Apple-OpenAI i przesunięcie w stronę Google Gemini w iOS 27 to sygnał, że nie warto budować długoterminowej strategii biznesowej wokół pojedynczego partnerstwa AI, nawet jeśli wygląda na strategiczne i trwałe. Firmy AI pivotują szybko, a duzi partnerzy sprzętowi jeszcze szybciej szukają alternatyw, gdy relacja się psuje.
Czwarta rzecz: sprawa dobrze pokazuje, że konkurencja o talent w AI ma teraz twarde, policzalne konsekwencje prawne – nie tylko w USA. Skala podbierania inżynierów między Apple, OpenAI, Meta i Anthropic w ostatnich dwóch latach jest bezprecedensowa, a polskie firmy, które próbują konkurować o tych samych ludzi (choćby przez oddziały R&D dużych korporacji w Krakowie, Warszawie czy Gdańsku), powinny traktować ten pozew jako ostrzeżenie, jak wygląda najgorszy scenariusz agresywnej rekrutacji.
Czy warto śledzić dalej ten spór?
Tak, jeśli:
- Zarządzasz zespołem IT lub HR i rekrutujesz specjalistów z konkurencji – warto zobaczyć, jak precyzyjnie trzeba dokumentować procedury offboardingu, żeby nie zostać wplecionym w podobny spór.
- Pracujesz w branży sprzętowej lub masz kontakt z łańcuchem dostaw technologicznych – kwestia „wprowadzenia w błąd podwykonawcy” to realny scenariusz ryzyka prawnego, nie tylko dla gigantów.
- Interesuje cię przyszłość integracji AI w iOS, bo używasz iPhone’a i ChatGPT jednocześnie – to, co się teraz dzieje w sądzie, wpłynie na to, jak Apple Intelligence będzie wyglądać za rok czy dwa.
Nie, jeśli:
- Szukasz argumentu, że „AI okrada wszystkich” – to nie ten przypadek, to spór o klasyczne tajemnice handlowe sprzętu, a nie o dane treningowe modeli.
- Zależy ci wyłącznie na szybkim werdykcie – sprawy o tej skali w USA trwają zwykle kilka lat, z ugodami po drodze, więc na konkretny wyrok nie ma sensu czekać z zapartym tchem.
W nadchodzących miesiącach warto obserwować dwie rzeczy: czy OpenAI zdecyduje się na ugodę pozasądową (co byłoby typowe dla sporów korporacyjnych tej skali) oraz czy Apple ujawni w toku procesu więcej szczegółów o własnym urządzeniu AI, które rzekomo miało być celem całej operacji wykradania danych – bo to pokazałoby, jak blisko OpenAI faktycznie było skopiowania konkretnych rozwiązań sprzętowych Apple, a nie tylko ogólnej wiedzy branżowej.
Źródła:
- Benchmark.pl – Apple pozywa OpenAI. Jeśli oskarżenia się potwierdzą, Hollywood ma gotowy materiał na film (13 lipca 2026)
- Press.pl / Gemius / PBI – Z ChatGPT korzysta już ponad 10 mln polskich internautów (listopad 2025)
- Donald.pl – Raport: Polacy w internecie masowo wsiąknęli w ChatGPT (18 lipca 2026)
- Rzeczpospolita – Wiceprezes Apple dla Rzeczpospolitej: w 100 procentach jestem Polakiem (aktualizacja 21 lipca 2026)
- iMagazine – Apple z rekordowym udziałem w rynku smartfonów, choć rynek się kurczy (14 lipca 2026)
- PARP – Ochrona tajemnicy przedsiębiorstwa na nowych zasadach (analiza nowelizacji ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji)
0 komentarzy
Bądź pierwszy, dodaj komentarz!